Cześć, Piękne!
Niedawno w drogerii zawitała nowość, czyli kosmetyki z serii Skin in the city. Od razu zwróciłam na nie uwagę, ale nie od razu kupiłam.
Zastanawiałam się, czy to aby nie jest kolejny chwyt i tworzenie kosmetyków dla jakiejś sztucznej grupy. Bo niby czemu nie mogę używać standardowego kremu i płynu micelarnego, jeśli mieszkam w mieście i żyję trochę aktywniej niż inne kobiety? Wydawało mi się to naciągane.




